Sprawa kościelno-ruska

0

Separatystyczne dążenia panów litewskich i ruskich mniejszym już w Polsce groziły niebezpieczeństwem, patrzył też Zbigniew spokojniej na to, jak panowie ruscy w roku 1440 zamordowali wielkiego księcia Zygmunta, skoro po nim nie żaden Swidrygiełło, ale Kazimierz Jagiellończyk zasiadł na wielkoksiążęcej stolicy.

Cała sprawa kościelno-ruska drobnym atoli była zadaniem w porównaniu z innym, jakie Oleśnicki dla Polski gotował i dla spełnienia którego od dwudziestu lat gromadził jej siły. Zbierała się już od stu lat na południowym wschodzie Europy gwałtowna burza. Dzikie plemię Turków zajęło miejsce Arabów, przyjęło ich wiarę, w drugiej połowie XIV wieku usadowiło się na Bałkańskim Półwyspie, złamało w strasznej bitwie na Koso- wym Polu w roku 1433 Słowiańszczyznę południową, a pod wodzą zdobywczych sułtanów gotowało się zadać ostatni cios Konstantynopolowi i całą chrześcijańską Europę zalać. Obijała się już niejednokrotnie nawałnica o ściany sąsiednich Węgier, do Polski jeszcze nie nadeszła, ale Oleśnicki postanowił ją uprzedzić i w samym jej gnieździe powalić. Bohaterski młodzieńczy Władysław na czele polskich zastępów dokonać miał tegoż samego zadania, jakie wobec szturmujących przed ośmiu wiekami z Hiszpanii Arabów na polach Mars la Tour spełnił zwycięsko Karol Martel ze swoimi Frankami. Polska miała stanąć przedmurzem chrześcijaństwa, a nie ulegało wątpliwości, że jeśli zadanie to spełni, to naród stanowisko Franków, a Jagiellonowie Karolingów zdobędą.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>