Lelewelowski pogląd cz. II

0

Czytając pogląd Lelewela, dziwimy się dzisiaj, jak można było popaść w takie zboczenia i błędy. Słysząc nieustannie podnoszoną wolność, dziwimy się, jak można było spuścić z oka drugi warunek zdrowego rozwoju każdego narodu, mianowicie siłę i sprężystość jego władzy rządowej. Nie pojmujemy, jak można było rozwój i upadek narodu uczynić zależnym od gminowładztwa, tj. od jednej formy rządu, rzeczy, którą sobie każdy naród w miarę swojego rozwoju koniecznie przekształca i zmienia. A jednak w taką republikańską formułkę wtłoczył Lelewel całą naszą przeszłość, bo gorączka jego polityczna nie znalazła hamulca w umiejętnej znajomości koniecznych podstaw ustroju każdego społeczeństwa i państwa. W sposób czysto doktrynerski idealizował więc zgubne prawa z drugiej połowy XVI wieku, nie bacząc na ich następstwa, anarchię, a poczytał za zbrodnię późniejsze usiłowania zmierzające do złamania tej złotej wolności.

czytaj dalej

O nauce historii polskiej i jej umiejętnym badaniu

0

Dwa ostatnie pokolenia, które nas poprzedziły, zbudowały sobie pewien obraz dziejów naszej przeszłości, każde z nich oczywiście taki, na jaki wystarczały jego intelektualne i moralne zasoby, jaki odpowiadał jego dążnościom i przekonaniom. Każde z tych pokoleń miało swoją szkołę historyczną, pracującą z pewną właściwą sobie metodą i w pewnym kierunku, a jeżeli pokoleniu stanisławowskiemu, przeciągającemu się jeszcze w czasy Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego, metodę taką wyrobił i kierunek wytknął Adam Naruszewicz, to dla następnego pokolenia, hołdującego kierunkowi romantycznemu w polityce i literaturze, uczynił toż samo Joachim Lelewel. Mamy więc dzisiaj do czynienia i korzystamy z wyników pracy szkół historycznych na- ruszewiczowskiej i lelewelowskiej.

czytaj dalej

Polemiczna tendencja syntezy Bobrzyńskiego

0

Nie jest prawdą, by dobra wola i patriotyczny zapał szlachty zdolne były zrekompensować jej wewnętrzną słabość, aby szlachta w ostatnich chwilach Rzeczypospolitej chciała i potrafiła rozwiązać spiętrzone problemy, by można było przy tym ustroju i tej organizacji wewnętrznej zachować polską niepodległość.

czytaj dalej

Wcielenie Prus i Pomorza – dalszy opis

0

Zakon pragnął się jeszcze ratować sprzyjającym mu pośrednictwem cesarza i papieża, ale kiedy w roku 1466 główną twierdzę Zakonu, Chojnice, Polacy zdobyli, Krzyżacy uznali się za pobitych i prosili o pokój. Zawarto go w dniu 19 października 1466 r. w Toruniu. Po długoletniej, niesłychanie niszczącej wojnie odzyskała Polska ziemie swoje: pomorską, chełmińską i michałowską, nabyła Malbork, Elbląg, Sztum, Warmię, a Zakon pozostawiony w cząstce Prus uznał się hołdownikiem. Wielki mistrz w sześć miesięcy po objęciu urzędu składać miał uroczysty hołd polskiemu królowi, a otrzymywał za to honorowe miejsce po lewej ręce króla w polskim senacie. Zdobyła Polska z Litwą ujścia swych spławnych rzek, Wisły i Niemna i przystęp do morza, ziściła się znowu wielka myśl Bolesława Chrobrego a następnie Krzywoustego, która oddawała jej w ręce wywóz swoich towarów i płodów i stanowiła główną podstawę jej ekonomicznego rozwoju i dobrobytu. Odzyskane kraje podzielono na trzy województwa: pomorskie, chełmińskie i malborskie, a zaprowadzając w nich urządzenia polityczne polskie, pozostawiono im zupełny samorząd. Biskup chełmiński przeszedł pod gnieźnieńskiego prymasa.

czytaj dalej

Działalność naukowa Bobrzyńskiego – ciąg dalszy

0

Tak tedy u progu swej naukowej działalności młody uczony proponował program rewizji dotychczasowych poglądów na dzieje Polski w oparciu o inspirowaną głównie przez naukę niemiecką „ideologię ustrojową”, jak to później nazwano, domagając się zorientowania uwagi historyków w kierunku tych stron procesu dziejowego, które w romantycznej refleksji historycznej były usuwane na plan dalszy, jeżeli nie w ogóle rugowane z widnokręgu historii, żądając od nich przyswojenia sobie zakresu wiedzy ustrojowo-prawnej (w tym sensie, w jakim mógł ją rozumieć, to jest tej, którą wykładali przede wszystkim jego niemieccy mistrzowie), niezbędnej do adekwatnego zrozumienia historii narodu.

czytaj dalej

Mazowsze i Kujawy. Zakon krzyżacki. Pomorze

0

Zupełnie odrębnie stanęło Mazowsze. Po bezpotomnej śmierci Leszka, syna Bolesława Kędzierzawego, w roku 1185 przeszło ono na Kazimierza Sprawiedliwego, a po jego skonie w roku 1194 dostało się razem z Kujawami młodszemu jego synowi Konradowi, nazwanemu stąd Mazowieckim.2 Kraj, który dawniej z pomocą całej Polski z trudnością tylko odpierał najazdy Jadźwingów i Prusaków, teraz zostawiony sam sobie ujrzał się zagrożony w swym bycie. Na Konrada więc przeszło w spuściźnie po Kazimierzu zadanie zhołdowania i apostolstwo dzikich i pogańskich sąsiadów. Sprzyjały temu warunki. Ludność Mazowsza składała l Z trzech synów Władysława II średni Konrad książę głogowski umarł już w r, 1179, pozostały zatem tylko dwie linie: starsza, panująca na Średnim i Dolnym Śląsku, pochodziła od Bolesławą Wysokiego (fl2l0). Jego synem był Henryk Brodaty (fl238), synem Brodatego Henryk Pobożny, który zginął r. 1241 pod Lig- nlcą, pozostawiając czterech synów. Linia młodsza panowała na Górnym Śląsku pochodziła od trzeciego syna Władysława II, Imieniem Mieczysław – Jego synem był Kazimierz który pozostawił dwóch synów, Mieczysława (tl246) 1 Władysława (fl272). Synów Władysława było już czterech. Linia ta młodsza żadnej nie odegrała roli.

czytaj dalej

O nauce historii polskiej i jej umiejętnym badaniu cz. II

0

Poparli biskupa smoleńskiego szczegółowymi pracami ludzie wielkiej nauki i prawdziwego talentu: Tadeusz Czacki, historyk prawa, Józef Ossoliński, Jerzy Bandtkie i Feliks Bentkowski, historycy literatury, Wawrzyniec Surowiecki, statystyk, na koniec Jan Potocki i Adam Czarnocki (znany pod pseudonimem Zoriana Chodakowskiego), znakomici archeologowie, którzy rzucili pierwsze myśli do zbadania słowiańskich starożytności.

czytaj dalej

Wielkie plany Olbrachta (1492-1501)

0

Osadziwszy już przedtem najstarszego syna Władysława na tronie czeskim i węgierskim1 wyznaczył Kazimierz Jagiellończyk drugiego, Jana Olbrachta,2 swoim następcą w Polsce, trzeciego, i Władysław Jagiellończyk, pierwszy syn Kazimierza i Elżbiety, ur. 1456, wybrany królem czeskim r. 1471, królem węgierskim r. 1480. Umarł r. 1516, pozostawiając syna Ludwika. a Jan Olbracht, trzeci syn, nr. 1459, obrany królem polskim r. 1492, umarł bez- tennle dnia 6 czerwca 1501.

czytaj dalej

Złamanie przywilejów

0

Były to już ostatnie wyniki, jakie Polska za pomocą swego dotychczasowego średniowiecznego ustroju mogła i zdołała osiągnąć. Czekały ją z całą spółczesną ludzkością zadania o wiele trudniejsze, wydobywał się już w drugiej połowie XV wieku brzask nowożytnych czasów, w których działalność człowieka o wiele szersze miała objąć zakresy, a myśl ludzka piąć się nawet poza te naturalne granice, jakie jej zakreśliła Opatrzność. Tylko skupiwszy jednolicie wszystkie swe siły społeczne mogły narody i państwa do nowej walki, do nowego spółzawodnictwa z nadzieją zwycięstwa wystąpić. Dobre były, konieczne przywileje średniowieczne, które budziły samoistność brakującą jednostkom i społeczeństwu, które osłaniały kiełkującą społeczną pracę, teraz się one przeżyły i straciły swoje pierwotne zadanie. Jakim będzie ten ustrój, do którego podążą narody, tego nikt jeszcze nie był w stanie odgadnąć, to jednak było pewne – ta zasada objawiła się w przeświadczeniu powszechnym – że przywileje muszą runąć, że około panującego, w jego ręku wszystkie siły narodu powinny się skupić. Z tym pojęciem rodzili się ludzie, zarówno ci, którym przeznaczone było zasiąść na tronie, jako też ci, którzy ten tron mieli otoczyć i wesprzeć, jak wreszcie i ci, którzy wydanych rozkazów mieli słuchać i oczekiwać. Trudniejsze zadanie dokonać się miało u narodów zachodnich, których ustrój średniowieczny na feudalizmie się oparł. Władza panującego była tam bowiem niemal żadna, tak dalece zagarnęli ją możni wasale i wielkie narody i państwa na mnóstwo drobnych państewek rozbili. A jednak znaleźli się panujący wyższego talentu, niezrównanej energii, którzy opór wasalów pokonali podstępem i siłą, którzy przywileje Kościoła i możnych złamali i całą władzę w swoim ręku skupili.

czytaj dalej

Pojęcie i podział historii polskiej na okresy

0

Ostatni cel, do którego zmierza dziejopisarstwo każdego narodu, polega na tym, ażeby pojedyncze zdarzenia historyczne związać i skupić w wielkie, jednolite grupy, a tym samym podział dziejów na okresy obmyślić. Znając, rozumiejąc już fakty, do podziału ich na okresy posiadamy głębokie przyczyny.

czytaj dalej

Powstanie państwa polskiego – ciąg dalszy

0

Podanie to najmniej ze wszystkich przez późniejsze dodatki skażone posiada tę zaletę, że nie pozwala nam szukać powstania Polski w awanturniczych hipotezach, na jakie wpadali nowsi historycy, a tłumaczy je podbojem i połączeniem ludów słowiańskich mieszkających nad Wartą przez książąt jednego z tych ludów. Jest to przypuszczenie najprawdopodobniejsze, które nam zarazem późniejszy wewnętrzny ustrój Polski najlepiej wyjaśnia.

czytaj dalej

Olbracht i myśl o zemście

0

W roku 1497 zebrała się na koniec z całej Polski ogromna wyprawa wojenna, która ciągnąc na wschód wdarła się w nieprzebyte puszcze Multan i Wołoszczyzny. Na kogo ona ciągnęła, nikt właściwie nie wiedział, domyślano się, że król na tronie wołoskim osadzić chce brata swego, Zygmunta, i na Turków, śladem stryja swego Warneńczyka, się rzucić. Klęska pod Warną wywoływała w nim, ilekroć o niej wspomniał, ciężkie westchnienia, hańbę tę wielkiego rodu Giedyminów zmyć i pomścić przedsięwziął. Niestety, nie ta droga prowadziła do celu. Zapuszczać się na Półwysep Bałkański, od którego Polskę oddzielały Siedmiogród i Węgry, nie mieliśmy potrzeby, bo nas tam żadne trwale nie czekały nabytki. Okalając zaś Węgry od wschodu, napotykaliśmy na nieprzejrzane czarnomorskie stepy i wołoskie puszcze. Pierwej je należało zaludnić, szlaki przez nie wyznaczyć i powoli, aż do brzegów Czarnego Morza się posuwając, obronnymi miastami i warownymi grodami najeżyć. W takim kraju mogła Polska spokojnie oczekiwać nieprzyjaciela, mogła go stanowczo pokonać i – na czym jej zależało – od brzegów Czarnego Morza, od ujść Dniepru i Dniestru na zawsze odepchnąć, od połączenia się z hordami Tatarów powstrzymać. Tylko niestrudzona cywilizacyjna, gospodarcza i wojenna praca prowadziła do celu. Dwóch pierwszych nie brakowało, spełniał je naród polski, który już od stu lat pługiem swoim nad wschodnimi stepami świetne odnosił zdobycze, potrzeba zatem było, aby państwo tą zdobywczą pracę wzięło w swoją opiekę, ażeby gęstymi warowniami i stałym wojskiem zabezpieczyło granicę i dzikim najeźdźcom przystępu do niej wzbroniło. Nie osiągała tego żadna, choćby największa, najświetniejsza, ale krótkotrwała wyprawa zanim ona ujrzała chowającego się nieprzyjaciela, już ją bezludne puszcze, skwarne słońce, bezdenne ulewy lub nieprzebyte śniegi, głód i pragnienie do połowy zniszczyły. Takiemu losowi uległy później wszystkie nawały Solimanów i Amuratów na Polskę napadające, takiemu losowi uległa pierwsza wyprawa Olbrachta. W smutnym odwrocie padła połowa rycerstwa, a zdradliwy Wołoszyn mordował w lasach Bukowiny niedobitki i luźno idące zastępy.

czytaj dalej