Olbracht i myśl o zemście

0

W roku 1497 zebrała się na koniec z całej Polski ogromna wyprawa wojenna, która ciągnąc na wschód wdarła się w nieprzebyte puszcze Multan i Wołoszczyzny. Na kogo ona ciągnęła, nikt właściwie nie wiedział, domyślano się, że król na tronie wołoskim osadzić chce brata swego, Zygmunta, i na Turków, śladem stryja swego Warneńczyka, się rzucić. Klęska pod Warną wywoływała w nim, ilekroć o niej wspomniał, ciężkie westchnienia, hańbę tę wielkiego rodu Giedyminów zmyć i pomścić przedsięwziął. Niestety, nie ta droga prowadziła do celu. Zapuszczać się na Półwysep Bałkański, od którego Polskę oddzielały Siedmiogród i Węgry, nie mieliśmy potrzeby, bo nas tam żadne trwale nie czekały nabytki. Okalając zaś Węgry od wschodu, napotykaliśmy na nieprzejrzane czarnomorskie stepy i wołoskie puszcze. Pierwej je należało zaludnić, szlaki przez nie wyznaczyć i powoli, aż do brzegów Czarnego Morza się posuwając, obronnymi miastami i warownymi grodami najeżyć. W takim kraju mogła Polska spokojnie oczekiwać nieprzyjaciela, mogła go stanowczo pokonać i – na czym jej zależało – od brzegów Czarnego Morza, od ujść Dniepru i Dniestru na zawsze odepchnąć, od połączenia się z hordami Tatarów powstrzymać. Tylko niestrudzona cywilizacyjna, gospodarcza i wojenna praca prowadziła do celu. Dwóch pierwszych nie brakowało, spełniał je naród polski, który już od stu lat pługiem swoim nad wschodnimi stepami świetne odnosił zdobycze, potrzeba zatem było, aby państwo tą zdobywczą pracę wzięło w swoją opiekę, ażeby gęstymi warowniami i stałym wojskiem zabezpieczyło granicę i dzikim najeźdźcom przystępu do niej wzbroniło. Nie osiągała tego żadna, choćby największa, najświetniejsza, ale krótkotrwała wyprawa zanim ona ujrzała chowającego się nieprzyjaciela, już ją bezludne puszcze, skwarne słońce, bezdenne ulewy lub nieprzebyte śniegi, głód i pragnienie do połowy zniszczyły. Takiemu losowi uległy później wszystkie nawały Solimanów i Amuratów na Polskę napadające, takiemu losowi uległa pierwsza wyprawa Olbrachta. W smutnym odwrocie padła połowa rycerstwa, a zdradliwy Wołoszyn mordował w lasach Bukowiny niedobitki i luźno idące zastępy.

Straszna ta klęska w prawdziwy szał rozpaczy wprawiła Olbrachta, myśl krwawej zemsty trawiła go nieustannie, o niczym już więcej, tylko o wielkiej lidze państw jagiellońskich na Turka nie myślał, nie marzył, ale zanim złamany naród zdołał się zerwać do nowego występu, śmierć Olbrachta w roku 1501 przerwała te plany.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>