Charakter rządów możnowladczych cz. II

0

Rządy te możnowładcze pojmowały zresztą jak najciaśniej swoje zadanie wewnętrzne, a raczej zadanie i obowiązek króla, w imieniu którego działały. Zostawiając zupełną swobodę pracy społecznej, nie troszczyły się o nią, nie wznosiły się na to stanowisko, które Kazimierz Wielki działaniu swojemu zakreślił. Nie gniewało się o to ani duchowieństwo, ani zamożne miasta, ani wzrastające w ludność i mnożące się jeszcze nieustannie osady wiejskie na prawie niemieckim oparte. Potęga państwa zapewniała im bezpieczeństwo od najazdów, dawała swobodę pracy, rozszerzała handlowe stosunki, wójtowie i sołtysi, liczbą swą i stanowiskiem równający się niemal szlachcie, chronili od wszelkiego ucisku. Kiedy jednak duchowni bogatymi prebendami wyposażeni opływali w dostatkach, kiedy niejeden mieszczanin najmożniejszym panom w niczym nie chciał ustąpić, kiedy nawet wieśniak uwolniony od powinności i od służby wojennej panoszył się i synów na naukę posyłał, jeden szlachcic dźwigał na sobie brzemię służby publicznej, krwią i mieniem ją swoim na nieustannych wyprawach opłacał, a powróciwszy z pola pełnych chwały bitew, okryty ranami, znajdował domostwo swoje stojące pustką, zagony odłogiem. Skrzywdzony przez możnego pana, przez sąsiada, przez butnego i zamożnego chłopa, nie mógł się nawet doprosić sprawiedliwości, bo zbawienne statuty Kazimierza od dawna poszły już w zapomnienie, a w sądownictwo, nad którym król nie czuwał, wdarły się nadużycia i bezprzykładne zdzierstwo. Na dobitek zjeżdżał poborca uchwalonych przez panów podatków lub jeszcze więcej znienawidzony poborca dziesięcinnych snopów. Jeden grabił dobytek domowy, drugi klątwą kościelną zagrażał. Rozpaczliwe było położenie biednego szlachcica. Na zdzierstwo dziesięcinne łatwiej się jeszcze można było uskarżyć, bo w tym możny pan gotów był poprzeć, niejednokrotnie też tłumnie po ziemiach swoich zbierała się szlachta, a oświadczając swe bezwzględne posłuszeństwo królowi, w energicznych słowach folgowała oburzeniu swojemu na duchowieństwo. Trudniej było zanieść skargę na panów, wszakżeż to oni rządzili. Należało czekać sposobności, a taką nastręczyła wojenna wyprawa. Zebrawszy się na polach Czerwieńska w roku 1422 na wojnę z Zakonem, zawiązuje szlachta wielkie obozowe koło, o władzy, o swobodach, o polityce bynajmniej nie myśli, ale krzywdy swoje królowi przedkłada, żąda zajęcia się jej losem, a przede wszystkim przywrócenia Kazimierzowskich statutów i ulepszenia sądownictwa. Inaczej grozi opuszczeniem rąk i ogólnym do domów rozejściem. Takiemu naciskowi ulegli dopiero możnowładcy, zaraz w roku następnym zbierają się na walny zjazd ustawodawczy w Warcie, statuty Kazimierza odświeżają, w jedną całość łączą i nowymi postanowieniami uformują i uzupełniają. Jest to jednakże jedyny objaw zajęcia się losem szlachty ze strony długoletnich możnowładczych rządów. Myśl ich czym innym jest zaprzątnięta.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>